Mieliśmy być zieloną wyspą

Mieliśmy być zieloną wyspą. Fakt. Ale może nawet lepiej, że się nią nie staliśmy, bo przecież kryzys tam taki, jakiego dawno nie było. Ale w sumie u nas też. Więc może jednak staliśmy się tą zieloną wyspą? Obietnice wyborcze od zawsze traktowaliśmy z przymknięciem oka, bo przecież, jak polityk mówi, że coś zrobi , to przecież mówi. Tak więc obietnice raju dla przedsiębiorców, inwestorów, biznesu, tak za jednych, jak i drugich, trzecich i każdych innych rządów warte były tyle samo. Nasz biznes w kraju ma się nie najlepiej i wbrew powszechnym PR – owym gadaninom, na temat jego jak jest dobrze, kryzys w Polsce jest i ma się całkiem nieźle. Najboleśniej odczuwają to obywatele. Niestety coraz gorzej mają się małe firmy prowadzone przez Polaków. Bezrobocie pośród młodych osób jest bardzo wysokie, a nie da się wszystkiego zrzucić na karb wyżu demograficznego oraz braku odpowiedniego wykształcenia, ponieważ ofert pracy jest jak na lekarstwo. Zarówno tych poważniejszych, jak i tych do prac dorywczych. Inwestorzy odwracają się od naszego kraju. Jeszcze kilka lat temu po części ratowały nas osoby, które wyjechały za granicę a rodziny miały tutaj. Zarobione tam pieniądze inwestowały więc w naszym kraju. Takich osób jest jednak coraz mniej. Coraz częściej wyjeżdżamy na stałe więc tam inwestujemy.

Zablokowane pieniądze na drogi

Często zdarzało się tak, że śmiała się z nas Europa, śmiał się z nas cały świat. Jednak zwykle takie rzeczy były błahe i nie odbijały się echem na całym naszym państwie. Jednak niczym innym, jak kompromitacją na skalę światową trzeba nazwać zablokowanie przez Unię Europejską pieniędzy na drogi, które miały zostać przeznaczone dla Polski. Wszystko oczywiście przez zachłanność i pazerność, która już niejednokrotnie objawiała się w postaci zmowy cenowej. W tym przypadku podobno było podobnie. Wiele się słyszy o niekoniecznej uczciwości naszych biznesmenów, jednak zmowy cenowe są przesadą. W szczególności w sytuacji, w której chodzi o pieniądze z zewnątrz. Jednak zapewne właśnie to okazało się największym wabikiem, dla tych przedsiębiorców, którzy we wspomnianej zmowie mieli udział. Na nieszczęście nie tyle dla nich, co dla naszego kraju działa choćby nawet to, że nikt w naszym kraju postawiony na wyższych stanowiskach nie był w stanie wychwycić wcześniej tego procederu. Nikt tak naprawdę nie sprawdzał dokumentów, które przechodziły przez jego ręce pod kątem oszustw. Dlatego też sprawa zablokowania na, unijnych pieniędzy na drogi jest o tyle wstydliwa i żenująca, ponieważ nie stawia w złym świetle tylko tych przedsiębiorców, ale również całe nasze państwo oraz jego ogromną nieudolność.

Państwo w państwie rządzi

Niestety z naszym kraju w wielu dziedzinach absurd goni absurd. Niestety również w kwestii biznesu, przez co sytuacja naszych przedsiębiorstw oraz szarych obywateli, w zderzeniu z machiną państwa i biurokracji jest bezsilna. A to już podobno nie te czasy. Bardzo często tematy absurdów i luk prawnych, które nie pozwalają na racjonalne wybrnięcie z sytuacji poruszają programy emitowane na kanałach tematycznie związanych z biznesem. W takich programach głos zabierają nie tylko eksperci z zakresu biznesu, czy prawa podatkowego, ale i w zależności od problemu prawnicy, czy inny specjaliści. Mimo, że w takich programach udaje się pomóc jednej, czy dwóm osobom, a problemem jest dotkniętych na przykład sto, czy dwieście, to bardzo ważne jest to, że dana sprawa została naświetlona, że ktoś o niej mówi, ktoś te absurdy zauważa i stara się coś zmienić, czy to w ustawodawstwie, czy to w podejściu urzędników. Na temat dramatów takich osób, dla których niewinny biznes okazał się kulą u nogi na całe życie można by się długo rozwodzić, jednak nie zmienia to faktu, że przez to również stan naszego rodzimego biznesu jest coraz gorszy i nic nie wskazuje na to, że mogło by być lepie. Wręcz przeciwnie. Jest coraz gorzej, dlatego też nie ma co liczyć na poprawę kondycji naszego państwa oraz rodzimego biznesu.

Od czego ten podatek

Wydawać mogło by się, że w Polsce płacimy podatek od wszystkiego. Nie tak dawno, bo w Tłusty Czwartek okazało się, że w teorii pracownicy powinni zapłacić podatek nawet od pączków, które w ramach poczęstunku przyniósł pracodawca, ponieważ, było to już wzbogacenie! Płacimy podatek od wszystkiego i nie jest to żadna przesada. Od powierzchni na jaką spada deszcz podczas ulewy od zanieczyszczeń, jakie są w powietrzu, a więc od oddychania w zasadzie to można by wymieniać i wymieniać. Dzięki temu wpływy do budżetu w taki czy inny sposób stale rosną. Dlaczego więc rząd jest tak niegospodarny, że nasze zadłużenie, zamiast maleć, to stale rośnie? Cały biznes nie jest w stanie tego pojąć dlatego też wahania na rynku papierów wartościowych w naszym kraju, są wyjątkowo częste. Jest to oczywiście spowodowane tym, że kondycja naszego państwa jest słaba, to po pierwsze. Po drugie rząd szuka oszczędności w coraz większej ilości miejsc, dlatego też nakłada na przykład coraz to nowe podatki. To oczywiście przekłada się na stan i nastroje inwestorów na giełdach. Najmniejsze spekulacje mogą zaważyć na tym, czy dany dzień giełda zakończy na plusie, czy na minusie. Nie trzeba oczekiwać, na decyzje z rynków światowych, ponieważ nasz lokalny rynek równie dobrze potrafi zaskakiwać i namieszać na parkietach.

Czy chcą o nas inwestować?

Polska stara się jak może przyciągnąć do siebie zagranicznych inwestorów, którzy nie tylko wspomogli by rozwój naszego kraju, ale i dali by zatrudnienie. Niestety z jednej strony chęci, a z drugiej strony skomplikowane prawo podatkowe naszego kraju. Dlatego też coraz mniej zagranicznych inwestorów chce u nas prowadzić działalność. Jest to bardzo niekorzystne, w szczególności w sytuacji, gdy bezrobocie jest tak wysokie. Inwestowanie przez przedsiębiorców z zza granicy mogło by zwiększyć zatrudnienie oraz bardzo dobrze mogło by wpłynąć na rozwój regionalnej gospodarki. Inwestorzy jednak nawet ci, którzy już mieli z Polską coś wspólnego wolą się wycofywać, oraz swój kapitał lokować w krajach, w których mogą liczyć na tańszą siłę roboczą. Niestety dla nich, na szczęście dla pracowników już tak nie jest w naszym kraju, ponieważ skala wyzysku Polaków jako pracowników jest coraz mniejsza. Nie ulega wątpliwości, że znalezienie dla polskich firm państwowych, którym na przykład grozi upadłość inwestora z zagranicy nie jest łatwe. Często słyszymy o tym, że zostają ogłaszane przetargi, do których nikt się nie zgłasza. Polskie, nadszarpnięte firmy nie są łakomym kąskiem dla zagranicznych inwestorów, którzy w szczególności w czasach kryzysu, chcą jak najlepiej ulokować swoje ogromne pieniądze.

Będziemy płacić w euro

Euro w naszych portfelach zamiast złotówek? Wielu z nas nie wyobraża sobie takiej sytuacji, jednak nasza obecność w Unii Europejskiej powoduje, że prędzej, czy później do tego dojdzie. Mimo, że kondycja finansowa naszego kraju jest nie najlepsza i o wejściu do strefy euro na razie nie ma mowy, to wielkie zamieszanie w biznesie budzą rozmowy na temat paktu fiskalnego, który Polska ma podpisać. Przyjęcie obcej waluty przez Polaków posiada tak wielu przeciwników, jak i zwolenników. Polska ze swoim stanem gospodarki może niestety sobie nie poradzić z nową walutą w portfelach. Wystarczy spojrzeć na Greków. Którzy za sprawą europejskiej waluty znajdują się na skraju płynności finansowej i nawet mimo udzielanej im pomocy kryzys nie zamierza się od nich oddalać. Niestety jednak nasza umowa z UE jest skonstruowana w taki sposób, że czy tego będziemy chcieli, czy też nie, to będziemy musieli zmienić naszą walutę. Niestety nie zastrzegliśmy sobie możliwości pozostania przy naszej walucie na stałe, jak to uczyniła choćby nawet Wielka Brytania. Mimo, że wejście naszego kraju do strefy euro jest nieuniknione, ciągle budzi wiele emocji, które przekładają się na wahania na naszym rynku i na giełdzie. Wystarczy jednak decyzja, jedna deklaracja włodarzy naszego państwa, aby inwestorzy się wycofywali.

Ratuje tylko prywatyzacja

Polskie Linie Lotnicze LOT od dłuższego czasu znajdują się w kiepskiej sytuacji finansowej. W ostatnim czasie, w szczególności po decyzji o zakupieniu potrzebnych lub mniej Dream Linerów, które zamiast wozić pasażerów walczą z kolejnymi awariami. Coraz głośniej więc zaczyna się mówić o konieczności prywatyzacji tego podniebnego tworu. Być może tak, jak w wielu innych przypadkach prywatyzacja pomoże i pozwoli firmie stanąć na nogi. Jednak nikt nie ukrywa faktu, że aby możliwe było rozwijanie się tej firmy konieczne są bardzo duże nakłady finansowe, tak więc konieczne jest posiadanie przez inwestora dużej ilości pieniędzy, które pozwolą zmodernizować linie, jeszcze zanim zaczną one przynosić wielkie zyski. W biznesie potrzeba przede wszystkim czasu oraz właśnie obrotu pieniądza. Rozpoczęły się aktywne poszukiwania potencjalnego kupca, który chciałby nabyć część udziałów LOTu. Pod uwagę branych jest kilku potencjalnych inwestorów, jednak w stu procentach jeszcze nikt się nie zdecydował. Specjaliści jednak mają bardzo podzielone zdania na temat tego, czy taka prywatyzacja pomoże i czy jest jeszcze w naszym kraju coś, co nie zostało sprzedane, a mogło by być. Niestety kondycja polskich firm, zarówno państwowych jak i prywatnych jest nie najlepsza i wbrew temu, co stara nam się wmówić rząd.

Coraz więcej zwolnień

Coraz większe fabryki decydują się na masowe zwolnienia. Niestety jest to poważny cios dla naszej gospodarki. Nie ma jednak nadziei na to, że będzie lepiej, a sytuacja na rynku pracy pokazuje, że o zatrudnienie tym zwolniony będzie niezwykle ciężko. Problem masowych zwolnień w ostatnim czasie dotyka przede wszystkim fabryk. Jest to bardzo zła wiadomość dla całego krajowego biznesu, ponieważ oznacza ona, że inwestorzy wycofują się z naszego kraju, nie chcą już w Polsce inwestować swojego kapitału. Bardzo często powodem jest nie tylko spadająca sprzedaż w danym sektorze. Niestety prawo podatkowe, jakie obowiązuje w naszym kraju nie jest łaskawe ani dla inwestorów z wewnątrz, ani dla inwestorów z zewnątrz. Dodatkowo koszty utrzymania pracownika w naszym kraju są bardzo wysokie, przez co w czasach kryzysu korzystniejsze jest przeniesienie działalności do krajów, w których jest to bardziej opłacalne. Dla środowisk lokalnych, regionów które są dotknięte przez problem masowych zwolnień na ich terenie jest to spory problem. Często bowiem w takich sytuacjach prace traci jedyny żywiciel rodziny, bądź nawet cała rodzina. Dlatego też niezbędna jest pomoc ze strony państwa i opieki społecznej. Takie zwolnienia są więc wyzwaniem dla budżetów gmin i miast, które muszą finansowo wesprzeć bezrobotnych.

Kolejne banki się łączą

Do fuzji potężnych firm zdążył już nas rynek przyzwyczaić. Coraz częściej jednak słyszymy o planowanych, lub o już dokonanych fuzjach banków. Nie tak dawno Polbank połączył się z bankiem Raiffaizen Bank. Teraz planowana jest fuzja z udziałem banku Millenium. Nie zależnie jednak od tego, jakich banków takie połączenie dotyczy i jakie są jego konsekwencje dla kapitału firmy, warto zwrócić na nie szczególną uwagę szczególnie w sytuacji, gdy jesteśmy klientem jednego z banków. Listy z banków są bardzo często wysyłane do nas listami nie poleconymi, dlatego też nie zawsze do nas docierają i nie zawsze zwracamy na nie dużą uwagę, w szczególności, gdy oczekiwany wyciąg z konta już zobaczyliśmy. Jednak w sytuacji, w której wiemy, iż nasz bank połączył się w innym bankiem, koniecznie musimy zwrócić szczególną uwagę na wszelką korespondencję, jaka przychodzi do nas z banku. Może się bowiem okazać, że będą w listach zawarte informacje na temat zmiany oprocentowania naszych kont. W przypadku fuzji banków, bardzo często również zmianom ulegają opłaty za usługi bankowe. Lepiej dokładnie się z tym zapoznać, ponieważ w razie jakiegokolwiek sprzeciwu będziemy mogli wypowiedzieć umowę z bankiem, bez ponoszenia konsekwencji. Jednak trzeba dokładnie dotrzymać określonego terminu, w jakim nam to przysługuje.

Sami zapłacimy za bezpieczeństwo

Po fali upadków biur turystycznych podczas zeszłorocznych wakacji, wiele osób bardzo sceptycznie i z dystansem podchodzi do tych ofert, które już teraz można znaleźć w ofertach na 2013 rok. Niestety bardzo negatywnie odbija się to na całej branży turystycznej, przez co cały ten biznes kuleje. Biura turystyczne postanowiły więc kusić swoich klientów większym bezpieczeństwem, niż miało to miejsce w zeszłym sezonie. Jednak biznes, to biznes, dlatego też nie ma nic za darmo. Prawda jest taka, że za to obiecane bezpieczeństwo zapłacimy sami. Co analogiczne, ceny za wycieczki będą wyższe, więc również mniejsza liczba klientów zdecyduje się na wyjazd. Bardziej niepokojące są również informacje odnoszące się do bezpieczeństwa nas, jako turystów, już w sytuacji, gdy biuro podróży z którym jesteśmy na wczasach upadnie. W zeszłym roku, kiedy fala upadków była bardzo duża pechowych turystów do kraju sprowadzały samorządy. Oczywiście w sytuacji, w której nie wystarczało gwarancji bankowych na pokrycie kosztów. Jednak w związku z wynikającymi problemami z odzyskaniem wyłożonych na turystów pieniędzy w tym roku, może się okazać, że nie będzie miał kto ściągnąć takich osób do kraju, nie będzie miał kto zapewnić przelotu, ponieważ wiele wskazuje, że na okres wakacji 2013 będzie istniała dziura prawna.